#2. W drodze

Tytuł: W drodze;
Fandom: Dr House (House, M.D.);
Pairing: Chameron (Robert Chase x Allison Cameron)
Rodzaj: obyczaj;
Rating: bez ograniczeń;
Ostrzeżenia: brak;
Beta: brak.;
N/A: Sytuacja umiejscowiona trochę po odcinku siódmym drugiego sezonu.

W drodze

Napisała Acrimonia


Będąc całymi dniami w szpitalu, Allison nigdy nie potrafiła znaleźć wystarczająco dużo czasu i chęci, by wybrać się na cmentarz i odwiedzić grób swojego męża. Czasem przez to nawiedzały ją myśli, czy na pewno jest tak dobrym człowiekiem, za jaką miał ją doktor Wilson i tak heroiczną osobą za jaką uważał ją House. Właśnie z tego powodu tak bardzo była zadowolona z faktu, że cały ich zespół miał wolne w czasie świąt Bożego Narodzenia. Miała bowiem nadzieję, że obejdzie się bez nagłych wezwań, co niestety zdarzało się podczas innych obiecanych jej wolnych dni.
Od samego rana krzątała się po mieszkaniu, starając się uprzątnąć swój dom na przyjazd rodziny, bo, jak obiecali jej kilka miesięcy temu, święta miały być spędzone i niej, co jednocześnie wiązało się z licznymi obowiązkami. Cieszyła się z takiego obrótu spraw, więc od kilku dni przygotowywała swoje mieszkanie na ich przyjazd, co zresztą stanowiło nie lada wyzwanie, bo zdawała sobie sprawę, że jej matka zacznie zaglądać w każdy kąt. Po godzinie uporczywego wysiłku, włączyła radio, chcąc umilić sobie ten czas, ale gdy tylko usłyszała pierwsze dźwięki topowej piosenki Beyonce, natychmiast wyłączyła, powstrzymując się tym samym od warknięcia.
W czasie wykonywania tych czynności, kilkakrotnie usłyszała swój telefon, chociaż była świadoma, że wrzuciła go do szuflady, by zbytnio jej nie rozpraszał. Po kilkunastu minutach prac, ruszyła jednak do komody i odszukała go prędko. Zauważyła wówczas brak nowych wiadomości i zero prób połączeń. Wtedy uświadomiła sobie, że istnieje szansa na jej uzależnienie od pracy.
Niedługi czas później, odrobinę zmęczona porządkami, pomyślała, że przyda jej się odpoczynek. Jednakże chcąc nie marnować na nic czasu, zdecydowała się na wędrówkę na cmentarz, gdzie wybierała się od ponad miesiąca. Cameron nie była wtedy pewna, czy słusznie postępuje. Poczuła wstyd na samą myśl o mężu, wiedziała, jak bardzo zaniedbała złożoną mu obietnicę o częstych odwiedzinach. Czuła, że zawiodła.
Nim wyruszyła, doskoczyła jeszcze do barku, gdzie trzymała wszystkie najcenniejsze jej przedmioty. Prędko odszukała małe, brązowe pudełeczko i wyciągnęła z niego złotą obrączkę, którą następnie założyła na palec. I była to ostatnia rzecz, jaką zrobiła przed wyjściem.
*
Cameron, nim weszła przez bramę, postanowiła udać się do Grima, od którego zawsze kupowała kwiaty na grób Feliksa*. Tak stało się i tym razem. Podchodząc do starszego mężczyzny, zauważyła, że szykował on już niewielki bukiet z chabrów, jakby wyczekując jej przyjścia.
— Dzień dobry, pani doktor — przywitał ją, nie podnosząc nawet wzroku.
— Witam, pana — odpowiedziała, po czym otrzymała do rąk przygotowaną wiązankę. Kwiaty, mimo mrozu, prezentowały się całkiem dobrze i żywiła nadzieję, że taki stan rzeczy utrzyma się chociaż przez kilka dni. W połowie długości zostały przewiązane liliową wstążką z pokrzepiająca sentencją, gdzie dodatkowo dopisane zostało „Z utęsknieniem, twoja żona”, co skwitowała półuśmiechem.
Przechadzała się między alejkami, mijając co jakiś czas starszych ludzi, których tamtego dnia było wyjątkowo dużo. Czasem usłyszała narzekania dzieci, które chcieli już wybyć z tak przygnębiającego miejsca i nie mogła im się dziwić, bo sama najchętniej by stamtąd uciekła. Przyspieszyła kroku, chcąc jak najszybciej złożyć kwiaty i pomodlić się, a tym bardziej zagłuszyć, choć częściowo!, swoje sumienie.
— Cameron? — Usłyszała za plecami, jednak nie odwróciła się natychmiast. Przez myśl jej przeszło, kto mógł ja odnaleźć o tej porze w tym miejscu, ale nic dobrego nie przychodziło jej do głowy.
I wtedy zobaczyła Chase’a. Zamarła, gdyż nie sądziła, że będzie jej dane przebywać z nim sam na sam po jej ostatnim wybryku, kiedy to namówiła go na wspólną noc. Odchrząknęła.
— Cześć, Chase. Co tu robisz?
— Wracam od ojca, a ty? Komu niesiesz kwiaty? — spytał i podszedł bliżej, chcąc samemu obejrzeć wstęgę. Widziała na jego twarzy lekki i beztroski uśmiech, tak bardzo typowy dla niego i pozazdrościła mu tego. Mina mu jednak zrzedła, gdy przeczytał wstążkę, której nie zasłoniła, zbyt zajęta kontemplowaniem jego twarzy.
Podrapał się po głowie, wpadając w lekkie zakłopotanie.
— To do zobaczenia w pracy, Allison.
Nigdy nie nazywał mnie Allison, pomyślała.

4 komentarze:

  1. Ojej, jak cudownie, że tu trafiłam! Kocham serial Dr. House <3 i kibicowałam Chase'owi i Cameron odkąd zrozumiałam, że House nie będzie z Cameron.
    Bardzo mi się podoba początek tej historii i liczę na więcej!
    Pozdrawiam Tris *.* Z http://hopebravestory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam tak samo! Z całego serca im kibicowałam <33 A ja nie widziałam nawet przez chwilę House i Cameron jako parę, no jakoś tak nieee :c
      Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Uwielbiałam ten parring. I nigdy nie zrozumiałam, czemu ich w końcu rozdzielono...
    A tekst uroczy, tylko zdecydowanie za krótki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też... A że krótki, to taki miał być, bo i niewiele czasu było na wszystko, wiec to dlatego.

      Dziękuję za komentarz!

      Acrimonia

      Usuń

Obserwatorzy