Tytuł: Budując nowy świat;
Fandom: Harry Potter;
Para: brak, bohaterowie: Harry Potter;
Rodzaj: powojenne;
Ograniczenie wiekowe: bez ograniczeń;
Ostrzeżenia: brak;
Beta: brak;
N/A: Miałam napisać tekst do dziesięciu tysięcy znaków ze spacją. To było dosyć pilne i przede wszystkim na zaliczenie. Ponoć wywołuje emocje. Ponoć jest nieźle. Mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu.
Budując nowy lepszy świat
Napisała Papryczka Chili
Przed czarnowłosym chłopakiem rozpościerał się obraz nędzy i rozpaczy. Obraz po wojnie, która dopiero się zakończyła. Popękane mury zamku, potłuczone posągi, rozsypane zbroje i pełno leżących martwych ciał. Źle było patrzeć na to, co po części rozpętało się z jego powodu. Czuł się winien, chociaż przecież gdyby mógł, to zrobiłby wszystko, by do wojny nie doszło. Nie chciał tego wszystkiego. Nie chciał blizny na czole, nie chciał być Wybrańcem. Wolałby mieć normalne życie, jak każdy inny nastoletni czarodziej. A przede wszystkim chciałby mieć rodziców. I spokój.
2 maja 1998 roku na pewno miał odcisnąć się piętnem w historii świata czarodziejów. Zło w końcu miało zostać pokonane, chociaż w tym samym czasie poległo także wielu dobrych czarodziejów. Harry Potter, Chłopiec, Który Ponownie Przeżył, znowu uratował świat magii. Był zaledwie siedemnastolatkiem, który przeżył w swoim życiu więcej, niż niejeden dorosły człowiek. Pokonał największego czarnoksiężnika, gdy miał niewiele ponad roczek, stracił rodziców i wychował się w domu wujostwa, ludzi, którzy nigdy go nie zaakceptowali, a później, gdy w końcu trafił tam, gdzie było jego miejsce, niemal co roku spotykał tego, którego pokonał. Rok w rok staczał z nim walkę, robiąc wszystko, by się nie odrodził. Ale powstał, jeszcze bardziej potężny, silniejszy, dużo bardziej przerażający. Chłopak powoli przestawał wierzyć w to, że w końcu się udało. Że pokonał go raz na zawsze i już nie będzie musiał się martwić, czy Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, znowu się nie odrodzi.
Patrzył na ciała setek zmarłych ludzi. To nie tylko byli dorośli czarodzieje, to także były dzieci, dwunastolatkowie i trzynastolatkowie, którzy nie zwracali uwagi, gdy prosiło się ich, by się ukryli. Chcieli walczyć, ale nie mieli na tyle wiedzy i umiejętności, by móc wyjść z tej walki cało. Widział swoich przyjaciół, ludzi z którymi chodził na jedne zajęcia i tych, którzy byli dla niego najważniejszymi osobami w życiu.
Usłyszał kroki, ale nie odwrócił się. Wiedział, że to ktoś z jego przyjaciół.
— Już po wszystkim — usłyszał damski głos tuż obok siebie, a drobna dłoń złapała jego zaciśniętą pięść. — Możesz powoli się rozluźnić, Harry. On już nigdy nie wróci, pokonałeś go — powiedziała niewysoka, rudowłosa dziewczyna. — Teraz… myślę, że w końcu będzie lepiej.
— Może — powiedział i na nią spojrzał. Lubił te duże oczy w kolorze ciepłej, mlecznej czekolady. — On nie żyje, Ginny. Ale oni także umarli.
— Zginęli walcząc o lepszą przyszłość. Teraz musimy zrobić wszystko, by ta śmierć nie poszła na marne, Harry. Odbudujemy nasz świat, naszą szkołę. Zbudujemy naszą przyszłość — powiedziała spokojnie. — Ale teraz musimy to posprzątać i pożegnać ich należycie. Zginęli za nowy świat.
Chłopak nie odezwał się słowem. Trudno było mu przyjąć do wiadomości fakt, że stracił tylu ludzi, bliskich albo nawet zupełnie obcych. Ale większość z nich oddała życie za niego, tylko dlatego, żeby mógł uratować świat czarodziejów. Czuł, że Ginny mimo wszystko nie rozumie tego, co przeżywał właśnie w tej chwili. Patrzył przed siebie i milczał, ale czuł drobną dłoń zaciskającą się wokół jego nadgarstka. Czuł, jak wszystkie mięśnie rudowłosej dziewczyny się spinają. Spojrzał na nią i dopiero wtedy zauważył łzy spływające po jej policzkach, brudnych od kurzu i bitewnego pyłu.
Tak bardzo był zaślepiony swoim bólem po stracie najbliższych mu ludzi, że zapomniał, iż nie tylko on stracił bliskich. Przecież ta rudowłosa istota musiała się uporać ze śmiercią jednego ze swoich braci, z którym zwykle miała najlepszy kontakt. Jej ból był dużo większy niż jego. Dużo bardziej odczuwalny.
— Przepraszam — powiedział tylko i przytulił ją do siebie bardzo mocno. Nie wiedział co więcej mógłby powiedzieć, ale i ona nie potrzebowała słów. Po prostu przytuliła się do niego. Wojna zebrała ogromne żniwa, ale chyba właśnie śmierć jej brata była największym ciosem.
— Nie musisz — powiedziała tylko. — Fred zmarł tak, jak żył. Z uśmiechem na ustach, walcząc o szczęśliwą przyszłość — mruknęła, chociaż jej głos był wilgotny od łez. — Dlatego musimy zrobić wszystko, by ta śmierć nie poszła na marne, Harry — mówiąc to podniosła wzrok i spojrzała mu prosto w oczy. — Ci wszyscy ludzie… Tonks, Remus, Fred, a nawet Snape… Oni zginęli za lepsze jutro. Nie możemy więc teraz tego rozpamiętywać, musimy tylko o nich pamiętać. Wojna zabrała wielu ludzi i zmieniła nasze życie. Ale to od nas zależy czy będzie lepiej, to my budujemy przyszłość, budujemy nowe, lepsze jutro — powiedziała cicho.
I mieli zacząć budować nową przyszłość, już teraz.
***
Pogrzeb wszystkich poległych w Ostatniej Bitwie o Hogwart zajął wiele czasu. Samo przygotowanie do pochówku setek zmarłych, nie tylko ludzi młodych i niedoświadczonych, ale także wielu wybitnych, starszych czarodziejów. Wojna nie oszczędziła nikogo, każdy z nich kogoś stracił. Harry Potter stał zupełnie sam, z dala od wszystkich ludzi, by przypadkiem nikt nie próbował do niego podejść. Nie chciał współczucia, być może dlatego, że sam nie potrafił go dać. Wiedział, jak czują się ludzie, którzy stracili kogoś bliskiego i zdawał sobie sprawę, że współczucie to ostatnie na co człowiek w tym momencie liczy.
Na uroczystości przemawiała profesor McGonagall, nowa dyrektorka Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Nawet ona nie była w stanie powstrzymać spływających łez, gdy wymieniała poległych w bitwie. Uczniowie i nauczyciele, skrzaty domowe i gobliny, centaury, rodziny uczniów i niczego nieświadomi mugole. Wymieniała nazwiska tych, którzy najbardziej zasłynęli i tych, którzy gotowi byli poświęcić swoje życie. Harry słuchał tylko przez jakiś czas, ale później nawet on nie był w stanie ponownie przechodzić przez nazwiska ludzi, którzy oddali życie, by on mógł pokonać Voldemorta.
Zapatrzył się na zamek. Jeszcze kilka dni temu wierzył, że tych murów nic nie jest w stanie zniszczyć. Teraz jednak z okazałego Hogwartu pozostały ruiny — potłuczone schody, zbite posągi, rozsypane zbroje. W dachach było pełno dziur, okiennice zostały wyrwane, a boisko do Quidditcha, niegdyś wielkie i okazałe, teraz było tylko spalonymi zgliszczami. Sześć pętli leżało zwalonych na spalonej murawie, a trybuny pozostały tylko spaloną ruiną. Quidditch był jego odskocznią. Zawsze tam chodził, gdy potrzebował być sam, albo musiał coś przemyśleć. A teraz nie było boiska, nie było także ludzi, z którymi zwykle mógł porozmawiać. Wszystko, co było do tej pory w jej życiu, okazało się być kłamstwem.
Kiedy pogrzeb się skończył, Harry odsunął się jeszcze bardziej. Nie miał siły i odwagi, by spojrzeć wszystkim tym ludziom w oczy. Czuł się winien, że stracili najbliższych, a przecież to nie była jego wina.
— Nie uciekaj. — Tym razem obok czarnowłosego chłopaka pojawiła się jego najlepsza przyjaciółka, Hermiona. Spojrzała na niego. — Nikt cię za to nie wini, Harry, bo to nie twoja wina. Nikt ich nie zmuszał. Nikt nas nie zmuszał — poprawiła się. — Wszyscy, którzy brali udział w tej wojnie dobrze wiedzieli, że może się ona zakończyć klęską. Walczyliśmy z nadzieją, że się uda. I udało się. Wygraliśmy. Ci, którzy polegli, również wygrali — powiedziała, kładąc dłoń na jego ramieniu.
— Jak mogli wygrać, skoro zginęli? — chłopak spojrzał na nią z niedowierzaniem. — Hermiono, oni nie żyją. Nic ani nikt im życia nie zwróci.
— Wygrali, bo my wygraliśmy. Nie zmarli na próżno, zmarli, bo próbowali go pokonać. Wszyscy go pokonaliśmy, na swój sposób. Zobaczysz, będzie dobrze — przytuliła go lekko do siebie. — Ale teraz musimy odbudować Hogwart, by we wrześniu znów mogli tutaj przybyć nowi uczniowie. Wygraliśmy, Harry. Spróbuj się z tego cieszyć — powiedziała i odeszła, zostawiając go samego.
Wiedziała, że cieszenie się, gdy poległo tylu ludzi, jest objawem szaleństwa. Ale ich śmierć sprawiła, że dobro znowu wygrało. Voldemort raz na zawsze został pokonany, a jego poplecznicy wyłapani i ponownie zamknięci w Azkabanie, więzieniu dla czarodziejów. Teraz przyszedł czas, by wszystko zmienić i zbudować po swojemu.
Potrzeba było tylko siły i czasu.
***
Odbudowa zamku nie polegała tylko na postawieniu budynku na nowo i uprzątnięciu gruzu. Polegała, przede wszystkim, na odbudowie relacji między ludźmi i ułożenia sobie życia od początku. Wszyscy coś stracili, ale również każdy coś zyskał. Po pokonaniu Voldemorta w świecie magii w końcu nastał spokój, tak długo wyczekiwany przez wszystkich. Już nie trzeba było się bać, można było normalnie żyć.
Zaczęli budować na nowo świat magii oraz własne życie. Musieli odnaleźć się w świecie uwolnionym od zła i strachu. Czekało ich wszystkich jeszcze tylko przywyknięcie do nowego porządku. Ale to nie mogło być trudne. Nie, kiedy mieli siebie nawzajem.
Budując nowy świat, szli obok siebie. Ramię w ramię, w stronę lepszej przyszłości.
Przyszłości bez zła, strachu i ciemności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz