Tytuł: To sen;
Fandom: Harry Potter;
Para: brak, bohaterowie: Ginny Weasley;
Rodzaj: drama;
Ograniczenie wiekowe: bez ograniczeń;
Ostrzeżenia: brak;
Beta: brak;
To sen
Napisała Acrimonia
Dzisiaj przyjechał do nas Harry, a właściwie to został przetransportowany przez Remusa; Ron i Hermiona mu towarzyszyli, mnie nie pozwolono, chociaż wręcz błagałam. Wiem, że jestem niepełnoletnia i jeszcze nie mogę o sobie decydować, więc aż tak bardzo nie protestowałam. To niebezpieczne.
Od kilku godzin usiłuję z nim porozmawiać, ale on się do tego za bardzo nie kwapi, nie mam pojęcia dlaczego, może i zerwaliśmy, ale sądzę, że nasza długotrwała znajomość coś znaczy. Co rusz przychodzą członkowie Zakonu, żeby z nim przedyskutować pewne kwestie, chociaż nawet do nich nie dołączył. Czuję się z tym źle, nikt mi nic nie mówi, o niczym nie chcą mnie poinformować, wielu spraw dowiaduje się z Proroka, którego jakimś cudem udaje mi się przeszmuglować.
Jak zwykle zresztą , myślę, po czym udaję się na korytarz.
Słyszę czyjeś głosy dochodzące zza zamkniętych drzwi. Nie byłam jestem podsłuchiwaczem i nie wtrącam się w nie swoje sprawy, chociaż tak bardzo chciałabym im pomóc. Niestety, nie mogę. Nawet nie próbują dać mi szansy na to.
Po kilku sekundach odchodzę do swojego pokoju, żeby móc przygotować się na nowy rok szkolny, na który będę jechać sama. Ani Harry, ani Ron, ani Hermiona nie wracają, co dobitnie mi oznajmili na pogrzebie Dumbledore’a, ale gdy zażądałam wyjaśnień, zamilkli, spoglądając tylko na siebie.
Ciągle jestem na nich o to obrażona, bo wierzyłam, że jednak są moimi przyjaciółmi.
No, może i są, ale nigdy nie będę dla nich tym, kim oni są dla siebie.
Po raz kolejny budzę się w nocy, zdarza mi się to od dobrego tygodnia i nic nie poradzę na to. Mogłabym poprosić mamę o eliksir, ale za chwilę zaczęłyby się jej tyrady o tym, że źle jadam i to główna przyczyna.
Podnoszę się lekko, podpierając się na łokciach. Rozglądam się wokół, mój wzrok skupia się na podłodze. Coś tam leży. Szybko wstaję, uważając, by nie obudzić Hermiony, która musiała wrócić, kiedy ja już spałam. Mogę być na nią zła, ale nie zmienia to niczego.
Zauważam jakiś pamiętnik. Albo dziennik? Chwytam go mocno i mrużę oczy, starając się dostrzec napisy wyżłobione na nim jakimś ostrym narzędziem. Pewnie nożem.
Ogarnia mnie panika, kiedy widzę napis T.M.Riddle.
Mrugam oczami w zawrotnej prędkości. To zwidy, na pewno.
Otwieram oczy.
Mam puste ręce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz